Ciężkie powroty - siłownia podejście nr 2
Po czterech miesiącach regularnych ćwiczeń pod koniec zeszłego roku, wydawało mi się, że tak już będzie zawsze. Wtedy podłapałem jakiegoś wiruska, zbagatelizowałem go i mnie ścięło na dobre. Dwie serie antybiotyków później byłem w takim stanie, że o powrocie nie było mowy.
Potem pojawiła się idea "Skoro wiem już jak ćwiczyć to mogę to robić w domu. Po co wydawać kasę na siłownie i jeszcze jeździć - rozruszam się sam.". Zły pomysł. Klub to nie tylko instruktor i sprzęt. To jeszcze atmosfera. I nie mam tu na myśli skondensowanego smrodu męskich ciał ;) Jeżeli siłownia kojarzy Ci się tylko z tym to spróbuj kiedyś tych ze średniej lub wyższej półki.
Wczoraj wróciłem. Po niemal 4 miesiącach przerwy. Wszystko mnie boli, ale jestem szczęśliwy :)
Dlaczego to było takie trudne? Najpierw wymówką była kiepska kondycja (zła wymówka, mogłem chodzić i ćwiczyć lżej). Potem wykręcałem się skąpstwem i tym, że równie dobrze mogę ćwiczyć w domu. Na koniec już był głównie wstyd - "Co powiedzą znajomi i trener gdy przyjdę po takiej przerwie". I wiecie co? Ucieszyli się i życzyli powodzenia.
Większość przeszkód tworzymy sobie sami i istnieją tylko w naszych głowach. Oczywista rzecz, którą prawie każdy wie, a o której tak łatwo zapominamy. Każdy się potyka, ale tylko ten kto nie wstaje - przegrywa.





Komentarze
Hehe, w domu ciezko sie zmotywowac do złapania za sztangi, i chociaz w domu mam w pelni wyposazona silownie, to i tak jezdze do takiej w której place abonament.
Bo tlumaczenie, bede cwiczyl w domu ;) przerabialem przez pol roku i jakos zawsze czasu brak albo checi, albo pogoda nie ta;)
pozdrawiam i zycze udanych treningow:)
Dodaj nowy komentarz